7. kolejka: Mecz na szczycie dla Anwilu!

|

7. kolejka: Mecz na szczycie dla Anwilu!
fot. Andrzej Romański

Włocławianie wygrywają mecz na szczycie tabeli Polskiej Ligi Koszykówki. Anwil pokonał w Gdyni Asseco 109:89, a kibice zobaczyli aż 34 celne trójki obu ekip. Miasto Szkła Krosno pokonało w Starogardzie Gdańskim Polpharmę 72:64, Polski Cukier Toruń w Warszawie zanotował zwycięstwo z Legią 85:67, a MKS Dąbrowa Górnicza wygrał z AZS Koszalin 79:56 w niedzielnych meczach PLK.Stelmet przez prawie cały mecz gonił wynik, ale ostatecznie wygrał z Rosą 80:72 w hicie PLK. W innym sobotnim starciu PGE Turów Zgorzelec pokonał w Sopocie Trefl 84:78. W jedynym piątkowym spotkaniu TBV Start Lublin pokonał GTK Gliwice 90:65. 

Asseco Gdynia - Anwil Włocławek 89:109

Gospodarze rozpoczęli od prowadzenia 6:0, ale to nie zmieniło planu gry Anwilu. M.in. dzięki dwóm trójkom Jarosława Zyskowskiego to włocławianie zdobyli dwupunktową przewagę. Sytuacja zmieniała się później właściwie po każdym rzucie. Goście byli bardzo skuteczni z dystansu - w tej kwarcie trafili aż dziewięć trójek, chociaż Asseco mimo tego potrafiło wychodzić na prowadzenie. Ostatecznie to zespół trenera Igora Milicicia wygrywał po 10 minutach 35:28. W kolejnej części meczu gdynianie starali się zmniejszać straty, a po indywidualnej akcji Krzysztofa Szubargi przegrywali już tylko trzema punktami. Drużyna z Włocławka ciągle utrzymywała swoją przewagę i nie chciała pozwolić rywalom na wiele więcej. Goście nie byli już aż tak skuteczni, ale starali się też grać inaczej i kończyć akcje w polu trzech sekund. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 54:45.

 

 

Drugą połowę Anwil rozpoczął od dwóch trójek i odskoczył tym samym na 15 punktów. Gospodarze starali się to zmieniać m.in. dzięki akcjom Marcela Ponitki i Jakuba Garbacza, ale to włocławianie utrzymywali przewagę. Kolejny rzut z dystansu - tym razem w wykonaniu Kamila Łączyńskiego dawał wynik 76:60. Ostatecznie po 30 minutach gry włocławianie prowadzili 15 punktami. Ostatnia kwarta była już pod całkowitą kontrolą gości. Co prawda trójki Jakuba Garbacza i Dariusza Wyki trochę zmniejszały straty gospdodarzy, ale nie zmieniały obrazu spotkania. Akcje Pawła Leończyka i Jarosława Zyskowskiego ponownie powiększały prowadzenie. “Setkę” ekipa trenera Igora Milicicia przekroczyła po rzutach wolnych Łączyńskiego. Ostatecznie zwyciężyła 109:89.

Najlepszym strzelcem gości był Paweł Leończyk z 22 punktami i 15 zbiórkami. 17 punktów dla gospodarzy zanotował Jakub Garbacz.


Polpharma Starogard Gdański - Miasto Szkła Krosno 64:72

Spotkanie trochę lepiej rozpoczęli starogardzianie. Miasto Szkła utrzymywało się w grze dzięki trafieniom Petera Alexisa, a po późniejszej akcji Seida Hajricia wychodziło na prowadzenie. Sprawy w swoje ręce wziął jednak Milan Milovanović, co poprawiało znacznie sytuację gospodarzy. Straty w końcówce rzutami wolnymi zmniejszał jeszcze Anton Gaddefors i po 10 minutach było 20:19. W drugiej kwarcie Polpharma zdobywała nawet pięć punktów przewagi, ale krośnianie szybko gonili wynik, a po trafieniu Jakova Mustapicia zdobywali przewagę. Do samego końca pierwszej połowy spotkanie było niezwykle wyrównane. Wynik na 34:34 ustalił Andrija Bojić.

Trzecia kwarta ponownie była bardzo wyrównana. Nawet gdy Miasto Szkła zdobywało czteropunktowe prowadzenie, to gospodarze błyskawicznie odpowiadali. Późniejsze akcje Jakuba Schenka pozwalały Polpharmie na zdobycie nawet siedmiu punktów przewagi, ale krośnianie odrabiali te straty. To nie wszystko - po zagraniu 2+1 Marcina Sroki było 54:51 dla gości po 30 minutach gry. W ostatniej kwarcie zespół trenera Michała Barana kontrolował sytuację, choć nie zbudował bezpiecznej przewagi. Świetnie spisywał się jednak Sroka, a ważnych momentach nie zawodzili też Pinkston oraz Mustapić. Ostatecznie goście zwyciężyli 72:64.

Najlepszym strzelcem Miasta Szkła był Jayvaughn Pinkston z 14 punktami i 10 zbiórkami. W Polpharmie wyróżniał się Andrija Bojić z 20 punktami i 9 zbiórkami.

 

MKS Dąbrowa Górnicza - AZS Koszalin 79:56

Pierwszą akcję w tym meczu wykończył Damian Jeszke, ale aż 17 kolejnych punktów zanotowali gospodarze, a bardzo aktywni byli Aaron Broussard i Jakub Parzeński. Ofensywę AZS próbował rozkręcić Diante Baldwin, ale ostatecznie MKS prowadził po pierwszej kwarcie aż 21:8. Drugą kwartę koszalinianie rozpoczęli od serii 7:0 i zmniejszali tym samym straty. W kolejnych minutach sytuację zespołu trenera Jacka Winnickiego poprawiały jednak trójki Bartłomieja Wołoszyna oraz Broussarda. Szymon Kiwilsza i Qyntel Woods starali się to zmieniać, ale po pierwszej połowie zespół z Dąbrowy Górniczej utrzymywał pewne prowadzenie - 38:28.

Od początku trzeciej kwarty MKS nadal kontrolował sytuację, a tym razem była to zasługa D.J. Sheltona oraz Pauliusa Dambrauskasa. W ekipie z Koszalina sporo ataków kończył Modestas Kumpys, ale to było za mało na rozpędzonych gospodarzy. Po pięciu punktach z rzędu Bartłomieja Wołoszyna po 30 minutach było już 62:46. W ostatniej kwarcie dąbrowianie zanotowali serię 11:0 i po wsadzie Witalija Kowalenki mieli już 25 punktów przewagi. Tego już oczywiście zespół trenera Dariusza Szczubiała nie był w stanie odrobić. W końcówce punktowali jeszcze Patryk Wieczorek i Maciej Kucharek, a MKS zwyciężył 79:56.

Najlepszym strzelcem gospodarzy był Bartłomiej Wołoszyn z 18 punktami. 13 punktów i 5 zbiórek dla gości zanotował Damian Jeszke.

 

 

Legia Warszawa - Polski Cukier Toruń 67:85

Dzięki rzutom Aarona Cela i Karola Gruszeckiego torunianie prowadzili już pięcioma punktami, ale Legia starała się być blisko. Po trafieniu Piotra Robaka zdobyła nawet minimalną przewagę. Później Polski Cukier znowu odskakiwał nawet na siedem punktów, ale dzięki Robakowi gospodarze przegrywali zaledwie 23:25 na koniec pierwszej kwarty. Kolejne akcje Glenna Coseya i Krzysztofa Sulimy zwiększyły przewagę drużyny trenera Dejana Mihevca nawet do 11 punktów. Na to odpowiadali jednak Kamil Sulima i Adam Linowski, a Legia zbliżała się do stanu 33:37. Krzysztof Sulima cały czas świetnie prezentował się pod koszami, a swoje dokładał również Karol Gruszecki - tym samym wicemistrzowie Polski nie pozwalali na więcej. Po pierwszej połowie było 44:36 dla gości.

Rzuty z dystansu Glenna Coseya i Karola Gruszeckiego w trzeciej kwarcie oznaczały, że Polski Cukier miał już 15 punktów przewagi. Później było już nawet 60:40 po trafieniu Łukasza Wiśniewskiego. W końcówce tej części meczu straty lekko zmniejszyli jeszcze Jobi Wall i Piotr Robak, ale to goście mieli cały czas 18 punktów przewagi. Ostatnia kwarta niczego już nie zmieniła, bo zespół trenera Piotra Bakuna nie zanotował ofensywnego zrywu. Dodatkowo niezły fragment zanotował Bartosz Diduszko, a dobre wejście miał też Paweł Krefft. Ostatecznie Polski Cukier zwyciężył 85:67.

Najlepszym graczem gości był Glenn Cosey z 19 punktami, 6 zbiórkami i 6 asystami. 16 punktów dla gospodarzy rzucił Piotr Robak.
 

Trefl Sopot - PGE Turów Zgorzelec 78:84

Od początku mecz był bardzo wyrównany - dopiero po późniejszym trafieniu Łukasza Kolendy gospodarze mieli cztery punkty przewagi. Jeszcze w pierwszej kwarcie na parkiecie pojawił się Filip Dylewicz, dla którego był to mecz nr 600 w polskiej ekstraklasie. Później jednak pierwsze skrzypce grał Brad Waldow i to PGE Turów wychodził na prowadzenie. Ostatecznie po 10 minutach i rzucie Michała Kolendy był 22:19 dla gospodarzy. Druga część meczu wyglądała podobnie, a żadna z drużyn nie potrafiła zbudować większej przewagi. W zespole ze Zgorzelca cały czas świetnie radzili sobie Waldow oraz Camaeron Ayers i to oni zmieniali sytuację na korzyść ekipy trenera Mathiasa Fischera. Ostatecznie po pierwszej połowie to goście wygrywali 45:41.

 

 

Dzięki akcji Karolisa Petrukonisa przewaga gości wzrosła nawet do siedmiu punktów na początku trzeciej kwarty. Atak Trefla prawie całkowicie się zatrzymał, a zgorzelczanie się rozkręcali. Zanotowali kolejną serię - 7:0 - i po trafieniu Francisa Hana prowadzili 62:49. Później co prawda trafiali Steve Zack oraz Łukasz Kolenda, ale to zgorzelczanie mieli 14 punktów przewagi po 30 minutach gry. Ostatnia długo niczego nie zmieniała, bo PGE Turów potrafił kontrolować sytuację na parkiecie. Po rzutach Piotra Śmigielskiego i Steve’a Zacka sopocianie zmniejszali jednak straty do 9 punktów. Kilka chwil później trójkę trafił Filip Dylewicz, a gospodarzom brakowało już niewiele do remisu. Trefl do końca walczył o korzystny wynik. W końcówce rzuty wolne trafiali jednak Cameron Ayers i Bartosz Bochno, a PGE Turów wygrał 84:78.

Najlepszym strzelcem gości był Cameron Ayers z 21 punktami. W zespole gospodarzy wyróżniał się Jakub Karolak z 17 punktami.

 

Rosa Radom - Stelmet BC Zielona Góra 72:80

Lepiej w to spotkanie weszli gospodarze, którzy m.in. dzięki trafieniom Patrika Audy i Kevina Puntera zdobywali przewagę - po akcji tego ostatniego było 15:10. W Stelmecie starali się odpowiadać na to Thomas Kelati i Vladimir Dragicević, ale przede wszystkim brakowało defensywy. Później Rosa zanotowała jeszcze niesamowitą serię 14:0 i po trójce Igora Zajcewa było już 29:12! Straty zmniejszali trochę Martynas Gecevicius oraz Przemysław Zamojski, ale to radomianie mieli 14 punktów przewagi po 10 minutach gry. W drugiej kwarcie dużo akcji kończył Dragicević, ale trener Wojciech Kamiński ma do dyspozycji Ryana Harrowa, który indywidualnymi akcjami utrzymywał wysokie prowadzenie. Stelmet zaczął stosować obronę na całym parkiecie, ale Rosa dobrze sobie z tym radziła. Ostatecznie po pierwszej połowie wygrywała aż 49:34.

 

 

Mistrzowie Polski nie zamierzali się poddawać i od początku trzeciej kwarty walczyli o poprawę wyniku. Dzięki trafieniu Geceviciusa zbliżyli się nawet na siedem punktów, ale na więcej radomianie nie chcieli już pozwolić. To zmieniało się w kolejnych minutach. Gospodarze ciągle utrzymywali się na prowadzeniu, ale po trójce Geceviciusa po 30 minutach mieliśmy tylko sześć punktów różnicy. W ostatniej kwarcie Stelmet dalej trzymał się swojego planu - dzięki akcji 2+1 Jamesa Florence’a w końcu doprowadził do wyrównania, a rzut z dystansu Geceviciusa wyprowadził tę ekipę na prowadzenie! Seria 15:0 sprawiła, że drużyna trenera Artura Gronka wygrywała już ośmioma punktami. Zielonogórzanie kontrolowali sytuację na parkiecie, ale zespół z Radomia nie wrócił do gry. Ostatecznie mistrzowie wygrali 80:72.

Najlepszym zawodnikiem gości był Vladimir Dragicević z 14 punktami i ośmioma zbiórkami. 17 punktów dla gości zanotował Kevin Punter.

 


TBV Start Lublin - GTK Gliwice 90:65

W pierwszych minutach meczu bardzo aktywny w ataku był Roman Szymański i to dzięki niemu gospodarze mieli minimalną przewagę. Mecz był jednak ciągle bardzo wyrównany, rywalizacja toczyła się rytmem “kosz za kosz”. Dopiero później, po trójce Michaela Gospodarka, TBV Start miał sześć punktów przewagi. Straty zmniejszali jednak Maverick Morgan oraz Jonathan Williams i po 10 minutach było 19:18. W drugiej kwarcie kolejny rzut z dystansu Williamsa doprowadził do wyrównania. Lublinianie ponownie dość szybko odskakiwali nawet na osiem punktów po trafieniu Chavaughna Lewisa. Zespół trenera Davida Dedka był na fali i zaczął kontrolować wydarzenia na parkiecie. Ostatecznie po pierwszej połowie wygrywał 47:36.

 

 

W trzeciej kwarcie Chavaughn Lewis i Uros Mirković powiększali przewagę gospodarzy, a po wsadzie Romana Szymańskiego było już nawet 66:45. Później ekipa z Gliwic starała się odpowiadać trafieniami Marcina Salamonika i Kacpra Radwańskiego, ale po 30 minutach gry lublinianie mieli przewagę 18 punktów. Ostatnia kwarta tak naprawdę już niczego nie zmieniała, ponieważ zespół trenera Pawła Turkiewicza nie potrafił odnotować ofensywnego zrywu. Z kolei w TBV Starcie można było liczyć na Jamesa Washingtona, a sporo z siebie dawał też Lewis. Ostatecznie zespół z Lublina zwyciężył aż 90:65.

Najlepszym strzelcem gospodarzy z 16 punktami był Chavaughn Lewis. Tyle samo punktów dla gości zanotował Jonathan Lewis.

 

 
--------------