2. kolejka: Dogrywka w Starogardzie dla Trefla

|

2. kolejka: Dogrywka w Starogardzie dla Trefla
fot. 058sport.pl/Trefl

Trefl Sopot po dogrywce wygrał na wyjeździe z Polpharmą Starogard Gdański 94:90. Niespodzianka w Szczecinie! King pokonał Stelmet BC Zielona Góra 74:62. Trójka Dominica Artisa dała Czarnym Słupsk zwycięstwo nad TBV Startem Lublin 89:88! W Zgorzelcu PGE Turów wygrał z BM Slam Stalą 80:76. Asseco Gdynia pokonało Legię Warszawa 87:76 w najciekawszym sobotnim starciu PLK. Wysokie zwycięstwa zanotowały też Anwil Włocławek (88:57 z Miastem Szkła) i Polski Cukier Toruń (90:63 z AZS). 

Polpharma Starogard Gdański - Trefl Sopot 90:94

Początek spotkania był lepszy dla gospodarzy, którzy po jednej z kontr wykończonych przez Joe Thomassona prowadzili 9:4. Trefl bardzo szybko wykorzystał swój limit fauli, a zawodnicy Polpharmy mogli stawać na linii rzutów wolnych. Przewaga starogardzian błyskawicznie wzrosła więc do 10 punktów. Pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 20:11. W drugiej części meczu zespołowi trenera Miliji Bogicevicia zdobywanie punktów przychodziło już trochę z większym trudem, ale ciągle kontrolował sytuację. Późniejsze akcje Jakuba Karolaka i Nikoli Markovicia zbliżyły jednak sopocian na zaledwie jeden punkt. Na to odpowiadał Andrija Bojić, dając swojej drużynie więcej spokoju. Inicjatywę w końcówce mimo tego przejął Trefl, który po rzutach wolnych Markovicia wyszedł na prowadzenie. Pierwsza połowa zakończyła się dwupunktową przewagą drużyny trenera Marcina Klozińskiego.

Na początku trzeciej kwarty Polpharma odzyskała prowadzenie, ale tylko na chwilę, bo sytuacja zmieniała się właściwie co akcję. Dobre wejście zanotował Daniel Gołębiowski, choć to nie dawało długotrwałych efektów. Po akcji Jakuba Karolaka to Trefl znowu miał przewagę. Duet Bojić-Milovanović po chwili znowu atakował, a to stawiało w lepszej sytuacji gospodarzy. Ostatecznie po 30 minutach było 54:51. Ostatnią kwartę sopocianie rozpoczęli od małej serii 6:0, ale Schenk i Bojić sprawiali, że to starogardzianie znowu byli lepsi. Do samego końca trwała bardzo wyrównana walka, choć po kontrze Brandona Browna to goście mieli cztery punkty przewagi. Do kolejnego wyrównania doprowadził Thomasson. Szansę na zostanie bohaterem miał jeszcze Brown, ale nie trafił i mecz musiała rozstrzygnąć dogrywka. W dodatkowym czasie gry sopocianie rzucali z dystansu, ale próbował przeciwstawiać się im Bojić. Po rzucie z dystansu Browna goście mieli już sześć punktów przewagi. Ostatecznie Trefl zwyciężył 94:90.

Najlepszym strzelcem gości był Brandon Brown z 22 punktami i 5 asystami. 30 punktów i 6 zbiórek dla Polpharmy zanotował Andrija Bojić.

 

 

King Szczecin – Stelmet BC Zielona Góra 74:62

Trochę lepiej w ten mecz weszli mistrzowie, którzy po trafieniu Łukasza Koszarka prowadzili 6:2. Gospodarze dość szybko odpowiadali, a dzięki wsadom Andrieja Desiatnikowa zdobyli minimalną przewagę. Ostatecznie dzięki trafieniu Pawła Kikowskiego to King po 10 minutach gry wygrywał 17:16. W drugiej części meczu po akcjach Sebastiana Kowalczyka i Darrella Harrisa przewaga szczecinian wzrosła do dziewięciu punktów. Zespół z Zielonej Góry miał problemy w ataku, mimo że bardzo starał się to zmienić James Florence. Dzięki trafieniu Taurasa Jogeli zespół trenera Mindaugasa Budzinauskasa prowadził po pierwszej połowie 35:29.

W trzeciej kwarcie Stelmet starał się odrabiać straty. Aktywny był Przemysław Zamojski, a swoje starał się robić ambitny Vladimir Dragicević. Zielonogórzanie zbliżali się nawet na dwa punkty, ale ostatecznie po trójce Jimmy’ego Gavina było 52:48 po 30 minutach rywalizacji. Ostatnią kwartę King rozpoczął od trójki Łukasza Diduszki, dzięki czemu uspokajał swoją sytuację. Po późniejszej kontrze wykończonej przez Taurasa Jogelę było już 61:48! Dodatkowo, dzięki świetnej obronie, mistrzowie przez blisko pięć minut nie byli w stanie zdobyć punktów. Szczecinianie już do samego końca kontrolowali sytuację na parkiecie. Ostatecznie zwyciężyli 74:62.

Tauras Jogela zanotował w tym meczu 16 punktów, 8 zbiórek i 2 asysty. Vladimir Dragicević zdobył dla gości 16 punktów, 8 zbiórek i 3 asysty.

 

 

Czarni Słupsk – TBV Start Lublin 89:88

Spotkanie od samego początku było wyrównane, chociaż lekką przewagę utrzymywali goście – szczególnie dobrze radził sobie Roman Szymański. Później po trafieniu Dominica Artisa Czarni zdobywali nawet małe prowadzenie. Ostatecznie jednak po 10 minutach i akcji Mateusza Dziemby było 22:21 dla TBV Startu. W drugiej części ponownie dzięki rzutowi Artisa zespół trenera Marka Łukomskiego zdobywał przewagę. Sytuacja tak naprawdę zmieniała się co akcję i żadna z drużyn nie zamierzała odpuszczać. Rzut Justina Wattsa ustawił wynik po pierwszej połowie na 45:44 dla słupszczan.

Podobny rytm utrzymał się także w trzeciej kwarcie. Co prawda lublinianie wychodzili na cztery punkty przewagi po trafieniu Lewisa, ale gospodarze szybko znowu doprowadzali do remisu. Później to oni byli lepsi – głównie dzięki Laurisowi Blausowi i Mantasowi Cesnauskisowi prowadzili sześcioma punktami. Ciągle skuteczny był jednak Lewis, a po rzucie Gospodarka mieliśmy remis po 62 po 30 minutach rywalizacji. W ostatniej części meczu dalej żadna z ekip nie potrafiła zbudować bezpiecznej przewagi. Właściwie do samego końca sprawa zwycięstwa zostawała dzięki temu otwarta, a kibice przeżywali sporo emocji! Cztery sekundy przed końcem ważną akcję wykonał duet Washington-Lewis. Po trafieniu tego ostatniego było 88:86 dla gości. Ostatnia szansa należała do gospodarzy. Bohaterem został Dominic Artis – dzięki jego trójce w ostatniej sekundzie Czarni zwyciężyli 89:88.

Artis zanotował w tym meczu 31 punktów, 7 zbiórek i 9 asyst. 21 punktów, 10 zbiórek i 3 asysty dla TBV Startu zdobył Chavaughn Lewis.

 

 

PGE Turów Zgorzelec – BM Slam Stal Ostrów Wlkp. 80:76

Od początku kibice mogli oglądać zacięte widowisko, ale należy podkreślić, że stroną przeważającą byli goście. Po trafieniu Adama Łapety prowadzili 12:8. PGE Turów walczył o to, aby utrzymywać się jak najbliżej rywali. Ostatecznie jednak m.in. po akcji 2+1 Duane’a Notice’a goście mieli przewagę 21:16 po 10 minutach gry. Zaraz na początku drugiej części meczu zgorzelczanie wzięli się za zmniejszanie strat. Dzięki późniejszemu trafieniu Jakuba Patoki doprowadzili do wyrównania. Ta sytuacja nie utrzymywała się długo, bo BM Slam Stal uciekała - po kilku minutach i kontrze wykończonej przez Duane’a Notice’a prowadziła pięcioma punktami. Zespół trenera Mathiasa Fischera ponownie zdołał to odrobić, a po akcji 3+1 Stefana Balmazovicia PGE Turów prowadził! Ostatecznie jednak po trójce Grzegorza Surmacza pierwsza połowa zakończyła się remisem po 38.

Na początku trzeciej kwarty bardzo aktywny był Bradley Waldow, a gospodarze uciekli nawet na osiem punktów. Mimo starań Aarona Johnsona i Grzegorza Surmacza, to PGE Turów ciągle utrzymywał swoją przewagę. Ostatecznie po 30 minutach gry prowadził 58:50. Ostrowianie oczywiście nie zamierzali się poddawać – m.in. po rzucie Tomasza Ochońki zbliżali się na cztery punkty. Później gra w ataku gospodarzy się zatrzymała, a dzięki trafieniu Grzegorza Surmacza to BM Slam Stal zdobyła małą przewagę. Na minutę przed końcem po trójce Balmazovicia mieliśmy jednak znowu remis. Później trafił jeszcze Waldow, a to oznaczało prowadzenie zgorzelczan! Ostatecznie gospodarze zwyciężyli 80:76.  

Najlepszym graczem gospodarzy był Stefan Balmazović z 20 punktami i sześcioma zbiórkami. Po 17 punktów dla gości rzucili Duane Notice i Jure Skifić.

 

Legia Warszawa – Asseco Gdynia 76:87

Legia zaczęła całkiem nieźle w ofensywie, a po trafieniach Grzegorza Kukiełki i Isaiaha Wilkersona prowadziła 11:7. Mecz był jednak bardzo wyrównany i dzięki dobrej grze Dariusza Wyki to Asseco potrafiło zdobywać przewagę. Ostatecznie m.in. po trafieniach Przemysława Żołnierewicza było 23:20 dla gości po 10 minutach rywalizacji. Gdynianie w kolejnej części meczu jeszcze bardziej odskakiwali – rzuty Krzysztofa Szubargi i Mikołaja Witlińskiego dały im dziewięciopunktowe prowadzenie. Legia reagowała rzutami Jobiego Walla i Mateusza Jarmakowicza, ale ostatecznie to Asseco po pierwszej połowie wygrywało 42:39.

W trzeciej kwarcie zespół trenera Przemysława Frasunkiewicza cały czas starał się utrzymywać przewagę – po kolejnej akcji Mikołaja Witlińskiego było już 56:48. Gospodarze pokazywali bardzo ambitną walkę i dzięki trafieniu Piotra Robaka zbliżyli się jeszcze na cztery punkty. Ekipa z Gdyni konsekwentnie wykorzystywała swoją przewagę w polu trzech sekund, co pozwalało jej na kontrolę nad sytuacją. Dzięki trójce Przemysława Żołnierewicza Asseco prowadziło po 30 minutach gry 69:59. Zaraz na początku ostatniej kwarty Legia zdobyła siedem punktów z rzędu i znacznie zmniejszyła straty. Odpowiedział jednak na to rzutem z dystansu Marcel Ponitka i dał trochę spokoju swojemu zespołowi. Goście ponownie uciekali nawet na 11 punktów po trafieniu Krzysztofa Szubargi. Ostatecznie Asseco zwyciężyło 87:76.

Najlepszym strzelcem gości był Przemysław Żołnierewicz z 17 punktami. Piotr Robak i Tomasz Andrzejewski zanotowali po 14 punktów dla gospodarzy.

 

Miasto Szkła Krosno – Anwil Włocławek 57:88

Właściwie od początku spotkania Anwil starał się zachowywać minimalne prowadzenie. Dzięki późniejszym akcjom Josipa Sobina goście mieli już sześć punktów przewagi. Miasto Szkła nie mogło znaleźć sposobu również na Jarosława Zyskowskiego, który w pierwszej kwarcie rzucił 8 punktów. Po 10 minutach gry włocławianie prowadzili 20:13. Druga część meczu układała się podobnie, a ekipa trenera Igora Milicicia jeszcze bardziej odskakiwała. Po rzutach wolnych Jaylina Airingtona i akcji Pawła Leończyka przewaga zdobywców Superpucharu wzrosła do 16 punktów. W zespole gospodarzy aktywny był Anton Gaddefors, ale to ciągle było za mało na rozpędzony Anwil. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 46:27.

Włocławianie trzecią kwartę rozpoczęli od serii 10:0! Tę sytuację dopiero po pięciu minutach przerwał Jakov Mustapić. Później cały czas skuteczny był jednak Jarosław Zyskowski, a trener Igor Milicić mógł rotować składem, nie przejmując się o utratę jakości gry. Po 30 minutach rywalizacji było już 73:36. Ostatnia kwarta była już tylko formalnością. Bardzo aktywny w ataku był Jayvaughn Pinkston, ale odrabianie strat na tym etapie spotkania nie było już efektywne. Ostatecznie Anwil zwyciężył aż 88:57.

Najlepszym strzelcem gości był Jarosław Zyskowski z 15 punktami, sześcioma zbiórkami i dwiema asystami. Jayvaughn Pinkston rzucił dla gospodarzy 15 punktów.

 

AZS Koszalin – Polski Cukier Toruń 63:90

Wicemistrzowie Polski zaczęli od bardzo mocnego uderzenia – po dwóch z rzędu trafieniach Glenna Coseya prowadzili już 11:4. Gospodarze szybko zbliżyli się na punkt, ale Polski Cukier błyskawicznie ponownie odskakiwał. Ostatecznie po 10 minutach rywalizacji i rzucie Krzysztofa Sulimy Polski Cukier miał pięć punktów przewagi. Druga część meczu była zdecydowanie lepsza dla torunian. Zdecydowanie zatrzymali atak gospodarzy i krok po kroku powiększali swój dorobek. Bardzo dobrze radzili sobie Bartosz Diduszko i Łukasz Wiśniewski, a swoje dokładał Cheikh Mbodj. Po pierwszej połowie zespół trenera Dejana Mihevca wygrywał 45:28.

Kolejne kwarty niewiele już zmieniały. Co prawda trzecia część meczu była bardzo wyrównana, ale AZS nie potrafił realnie odrobić strat – nawet mimo dobrej postawy Melsahna Basabe i Jakuba Dłoniaka. Po 30 minutach gry Polski Cukier prowadził 66:50. To nie był jednak koniec świetnej gry torunian. W ostatniej kwarcie nadal świetny był Cosey, a doskonale wspomagał go Diduszko. Gospodarze nie mogli rozkręcić się w ataku i to zespół wicemistrzów Polski zwyciężył ostatecznie aż 90:63.

Glenn Cosey był najlepszym zawodnikiem gości – zanotował 20 punktów, 4 zbiórki i 3 asysty. W ekipie gospodarzy wyróżniał się Damian Jeszke z 13 punktami i 7 zbiórkami.

 

Rosa Radom - GTK Gliwice 86:64

Lepiej w to spotkanie weszli gospodarze, którzy po akcjach Patrika Audy i Macieja Bojanowskiego prowadzili nawet 12:4. Jednak od tego momentu serią 8:0 popisała się ekipa GTK i po trójce Quintona Hookera doprowadziła do wyrównania. Końcówka tej części meczu należała do ekipy trenera Wojciecha Kamińskiego - po trójce Marcina Piechowicza było 19:13. Druga kwarta rozpoczęła się podobnie, a dzięki kolejnym trafieniu Piechowicza przewaga gospodarzy wzrosła do nawet 12 punktów. Zespół z Gliwic ciągle miał spore problemy w ofensywie, a radomianie się rozkręcali - po rzucie Jarosława Trojana prowadzili nawet 41:23. Pierwsza połowa zakończyła się ostatecznie aż czternastopunktową przewagą Rosy.

Dzięki jednej z akcji Jonathana Williamsa drużyna trenera Pawła Turkiewicza na początku trzeciej kwarty zbliżyła się na 10 punktów. Rosa błyskawicznie zareagowała i zanotowała serię aż 11:0! Od tego momentu całkowicie kontrolowała sytuację na parkiecie. Po 30 minutach rywalizacji prowadziła już 69:45. Jasnym punktem zespołu z Gliwic był Maverick Morgan, ale jego dobra gra nie wystarczała do odrabiania strat. Swoje umiejętności strzeleckie potwierdzał Kevin Punter. W ostatniej kwarcie trener Kamiński dał szansę m.in. Mateuszowi Szczypińskiemu. GTK zmniejszało trochę różnicę punktową w końcówce spotkania, ale nie miało to zbyt wielkiego wpływu na ostateczny wynik. Radomianie zwyciężyli 86:64.

Najlepszym strzelcem Rosy był Kevin Punter z 25 punktami i trzema zbiórkami. W ekipie GTK wyróżniał się Maverick Morgan z 17 punktami i 11 zbiórkami.
 

 -------