Łączyński: Nie popadamy w hurraoptymizm

|

Łączyński: Nie popadamy w hurraoptymizm
fot. Piotr Kieplin/Anwil

- Dziewięć zwycięstw z rzędu na pewno buduje nasze morale, stajemy się pewniejsi. Zdajemy sobie jednak sprawę z tego, że każdy nasz następny przeciwnik będzie chciał tę serię przerwać - mówi Kamil Łączyński z Anwilu Włocławek.

Wojciech Kłos: W ostatniej kolejce pokonaliście BM Slam Stal na wyjeździe. Trzeba jednak zaznaczyć, że zespół z Ostrowa był na fali, a wy zwycięstwo wyrwaliście w ostatnich minutach. To pokazuje chyba, że jesteście drużyną z mocnym charakterem.

Kamil Łączyński: To pokazuje ogromną wolę walki i grę od pierwszej do ostatniej minuty. Ten mecz ułożył się w ten sposób, że każdą kwartę zaczynaliśmy bardzo słabo, ale kończyliśmy je z przytupem. Tak też było w czwartej części meczu - i to nie tylko w ataku, ale też w obronie. Wprowadzaliśmy wiele wariantów, wiele zmiennej defensywy. Oczywiście, zdarzyły się otwarte rzuty, jak trójka Łukasza Majewskiego, którą przestrzelił, ale rywale trzykrotnie rzucali równo z syreną 24 sekund. To oznaczało, że obrona funkcjonowała tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Wiem, że wszyscy patrzą na atak, te nasze trzy ostatnie celne rzuty za trzy, ale warto też wspomnieć, że fragment 10:0 to też zasługa bardzo dobrej obrony.

 

 

Dziewięć zwycięstw z rzędu w waszym wykonaniu robi wrażenie. Czy to oznacza, że złapaliście już formę, o którą walczyliście od początku sezonu?

- Myślę, że naszą siłą jest fakt, że w każdym meczu w ofensywie może być dwóch-trzech zawodników, którzy - powiem kolokwialnie - “kręcą numerki”. W każdym kolejnym spotkaniu może być to zupełnie inny gracz. Czy wszyscy mamy optymalną formę? Tego nie wiem. Wiadomo, że nie da się zagrać 40 minut w sposób doskonały, bez żadnej pomyłki. Wiemy, że te najważniejsze mecze są przed nami i wciąż mamy nad czym pracować, żeby spotkania w play-off się zazębiały i żeby pomyłek było jak najmniej. Dziewięć zwycięstw z rzędu na pewno buduje nasze morale, stajemy się pewniejsi. Właśnie w takich końcówkach, gdy gra się nie układała i przeciwnik prowadził przez cały mecz, graliśmy na wyjeździe, gdzie jest wspaniałe wsparcie ostrowskich kibiców dla ich zespołu, to i tak potrafiliśmy się im przeciwstawić, dojść i przeskoczyć. To właśnie świadczy o tym, że nasza pewność siebie jest wysoka. Oby tak było dalej. Zdajemy sobie jednak sprawę z tego, że każdy nasz następny przeciwnik będzie chciał tę serię przerwać.

Dla Pana indywidualnie ten sezon jest bardzo dobry. Spędza Pan najwięcej czasu na parkiecie w karierze, a w dodatku jest Pan trzecim podającym PLK. Podpisanie umowy z Anwilem było strzałem w dziesiątkę?

- Oczywiście, teraz mogę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolony z tego kroku i z możliwości współpracy z trenerem Igorem Miliciciem. Myślę, że nasz pogląd na koszykówkę się zazębia, co wpływa korzystnie na drużynę, ponieważ praktycznie wszystkie założenia naszego szkoleniowca rozumiem i popieram w 100 procentach. Dzięki temu jest nam łatwiej funkcjonować. Cieszę się, że dostaję sporo szans na granie, myślę, że dobrze się za to odpłacam. Do końca sezonu zostało jeszcze dużo czasu i najważniejsze mecze są przed nami. Nie ma co popadać w hurraoptymizm, spokojnie, krok po kroku, idziemy do przodu.

 

 

W Poniedziałek Wielkanocny gracie z Rosą Radom. Doskonale Pan zna trenera Wojciecha Kamińskiego. Czy jego drużyna jest jeszcze w stanie czymś was zaskoczyć?

- To jest dobre pytanie. Tak jak my się przygotowujemy do każdego meczu i próbujemy znaleźć gdzieś luki w ataku i obronie drużyny przeciwnej, to wydaje mi się, że trener Kamiński też ma zawsze jakiegoś asa w rękawie. Pomimo tego, że jest to sezon zasadniczy, a nie play-off, to i tak dokładnie przeanalizuje naszą grę i w jakimś elemencie będzie nas chciał zaskoczyć. Indywidualnie obie drużyny znają się jak łyse konie i tu niespodzianek nie będzie. Znamy mocne strony zawodników z Radomia. Oczywiście będziemy się starali powstrzymać ich największe atuty. Wiem, że oni są też w doskonałej formie, bodajże z 11 ostatnich spotkań wygrali 10. Ich gra zaczęła się bardzo dobrze zazębiać i ich nowy nabytek (Ryan Harrow - przyp. red.) też świetnie się wkomponował. To jest ekipa, która broni srebrnego medalu, ma pewność w graniu i zna siebie nawzajem. Dołączył do nich Igor Zajcew, więc mają praktycznie tych samych 7-8 ludzi z zeszłego roku. To działa na ich korzyść. Będzie nam piekielnie trudno się temu przeciwstawić. Mam nadzieję, że nasze ściany będą nam pomagały, bo mamy się za co im rewanżować.

Mówi Pan dużo o atutach Rosy, ale jaki element w waszej grze będziecie chcieli najbardziej wykorzystać?

- Kibice mogą być pewni, że w tym meczu postawimy bardziej na obronę. Wydaje mi się, że powstrzymanie szybkich ataków Rosy to klucz do zwycięstwa z nimi. Świetnie biegają do ataku, mają graczy pokroju Michała Sokołowskiego i Daniela Szymkiewicza, którzy świetnie pchają piłkę do przodu i potrafią zrobić przewagę. Na tym głównie musimy się skupić. Jeśli chodzi o atak, to mamy sporo atutów. Każdy z naszych graczy ma wystarczająco dużo umiejętności, żeby w kluczowych momentach wziąć odpowiedzialność na swoje barki. W ataku jakoś to pójdzie. Większą uwagę musimy jednak poświęcić obronie. Robert Witka również przeżywa kolejną młodość, jest na kim się koncentrować. Musimy zrobić wszystko, żeby oni nie zdobyli więcej niż 70 punktów w naszej hali. Wtedy mamy większą szansę na wygraną.